Gdy powstał pomysł, abym napisał artykuł na temat własnej twórczości, od razu wzbudził on mój wewnętrzny sprzeciw. Jak bowiem w obiektywny sposób można przedstawić innym swoje, nazwijmy to, dokonania? Otóż – nie można! Każde nawet najbardziej krytycznie czy pochwalne zdanie i tak zostanie zinterpretowane przez czytelnika inaczej i na podstawie jego własnych życiowych doświadczeń. Ktoś pomyśli, że to tylko forma reklamy, inny że zwykła kurtuazja. W moi przypadku mamy do czynienia z książką, więc dodatkową trudnością było napisanie felietonu tak, aby nie zepsuć nikomu ewentualnej zabawy podczas lektury. Początkowo sądziłem, że dobrym pomysłem będzie napisanie posłowia, jednakże takowe powinno z natury rzeczy znajdować się na końcu książki i być skierowane do osób, które ją przeczytały. Po namyśle postanowiłem, że aby osiągnąć cel, jakim jest ten felieton, należałoby napisać „Przedsłowie”– czyli „Od Autora”, ale z perspektywy obserwacji dokonanych pół roku po publikacji.

Cena Nieśmiertelności – Bursztynowa zagadka, to powieść, która swoją premierę miała w sierpniu dwa tysiące dziewiętnastego roku. Jest to mój debiut literacki, co do którego tak naprawdę nie miałem żadnych konkretnych oczekiwań. W momencie podjęcia decyzji o rozpoczęciu pracy nad tym projektem, kierowały mną pobudki zupełnie nie związane z ewentualną sprzedażą. Te pojawiły się oczywiście, ale dopiero gdy zacząłem przyglądać się mechanizmom, jakim polski rynek wydawniczy jest poddany. Przyznam szczerze, że gdyby było odwrotnie, bardzo prawdopodobne jest to, iż publikacja ta nie ujrzałaby światła dziennego. Napisać bowiem książkę, niezależnie jaką, to jedno; natomiast sprzedać ją, to już zupełnie inna historia. Żyjemy jednak w takich a nie innych czasach i mamy swoje problemy, z którymi musimy sobie radzić. Podczas niedawnego Pierwszego Forum Dziennikarstwa w Londynie toczyła się dyskusja na temat trudność z przebiciem się z materiałem, nawet tym o bardzo wysokim faktorze jakościowym. Rozmawialiśmy o bylejakości informacji i szaleńczych wymaganiach rynku. Bardzo podobnie jest z książkami i refleksje po tym spotkaniu spowodowały u mnie powrót do wewnętrznego stanu, jaki towarzyszył mi wtedy, gdy zabierałem się do pisania. Zrozumiałem, że każde pokolenie ma własne problemy i – jeżeli chce się coś robić – trzeba to robić, a szukanie wymówek i usprawiedliwień jest tym, co prowadzi nas w odwrotnym od zamierzonego kierunku. Czy pisarz, który zaczynał w osiemnastym wieku miał łatwiej? Nie! Nie miał tak olbrzymiej konkurencji, to prawda, ale miał na przykład ograniczony wybór wydawców, limitowany dostęp do papieru czy tuszu. Nie miał autokorekty i możliwości dotarcia do informacji po wpisaniu zapytania na swoim laptopie. Czy w czasach komunizmu było łatwiej? Nie! – bo była cenzura i nie można było pisać tego, czego się chce. Dziś można wiele i jest dużo łatwiej technicznie, więc i konkurencja jest większa. Konkluzja zatem jest taka: chcę pisać, więc piszę!

Czy się nadaję?

Zawsze chciałem pisać, ale przez długie lata moja podświadomość nie dopuszczała tego do mojej świadomości z bardzo prostej przyczyny, do której muszę się wam przyznać. Pomimo wczesnego ujawnienia się u mnie predyspozycji oratorskich oraz pewnego rodzaju inklinacji do dialektyki, język polski był tym przedmiotem w szkole, z którym miałem najwięcej problemów. W podstawówce miałem naciąganą czwórkę i to tylko dlatego, aby nie psuła mi średniej, a w liceum, już od pierwszego dyktanda, byłem na czarnej liście pana magistra. Gdy w klasie maturalnej w ramach referatu przepisałem pół książki o Wielkiej Rewolucji Francuskiej ( książki wydanej w głębokim PRL-u), komentarz nauczyciela od historii był idealnym podsumowaniem mojego ówczesnego podejścia do pisania. Pamiętam to do dziś! Obok wielkiej oceny niedostatecznej było napisane: “Twoja miłość do socjalizmu przesłania ci temat zadania, a nieudolność językowa stawia pod znakiem zapytania twoją egzystencję w szkole o tak wysokim poziomie nauczania”. W dwóch słowach: wstyd i hańba. Z pomocą przyszła mi wtedy szkolna pedagog, która wysłała mnie na testy psychologiczne. Diagnoza, którą była wysoko zaawansowana dysleksja, a konkretniej, dysgrafia i dysortografia, co prawda uratowała mi maturę z języka polskiego (nie brano pod uwagę błędów), natomiast równocześnie spowodowała u mnie przeświadczenie, iż pisać nie powinienem, gdyż zwyczajnie się do tego nie nadaję. Dlaczego zatem po dwudziestu latach od tamtych wydarzeń książka jednak się pojawiła? Co sprawiło, że pokonałem w sobie strach przed złą oceną? Czy można swoją słabość czy defekt odwrócić sprawiając, aby stał się on mocną stroną? Otóż można! …I właśnie tym chciałem się z wami podzielić, przedstawiając wam powody, dla których zdecydowałem się wydać książkę.

Na przekór sobie

Pokonaj swoje słabości – często słyszymy to od specjalistów. Konsekwencja w działaniu, poświęcenie, nakierowanie na cel. U mnie też zaczęło się w ten sposób. Jednym z powodów podjęcia próby napisania książki była chęć pokonania samego siebie. Często zaczynałem wiele ciekawych projektów, a jeszcze częściej ich nie kończyłem. Znacie to? Milion wymówek i usprawiedliwień. Czy jestem leniwy? Sądziłem, że tak jest! Tymi słowy zawsze mówiono na ludzi, którzy nie robią tego, co powinni. Kluczem u mnie było zrozumienie różnicy między prokrastynacją a lenistwem. Leń czerpie przyjemność z nie robienia tego, co robić powinien, a osoba z problemem prokrastynacji robi inne rzeczy z konkretnych, psychologicznych powodów. Może to być lęk przed porażką lub lęk przed sukcesem, ale najważniejsze jest to, że osoba taka, nie wykonując danej czynności (którą powinna robić i jest dla niej ważna), nie odczuwa przyjemności, tylko dyskomfort i poczucie winy. U mnie tak właśnie było i codzienne pisanie pomogło mi odstawić na boczny tor wiele rzeczy, które nie miały żadnego znaczenia dla mojej przyszłości. (np. Gry komputerowe, social media itd.) Problem dysleksji? Żaden problem! Wystarczy poświęcić trzy razy więcej czasu niż inni, aby wszystko sprawdzić. Ktokolwiek wymyślił autokorektę – pozostanie moim idolem na zawsze. Czy robię dalej błędy? Ależ owszem! …I to takie, jakich robienie pisarzowi naprawdę nie przystoi. Pocieszające jest jednak to, że nie robę ich z niewiedzy. Świadomość defektu spowodowała u mnie nawyk do braku dbałości o poprawność tekstu, z którym ciągle muszę walczyć. Czy mnie to powstrzymuje? Oczywiście, że nie! Rozpoczęcie pracy nad książką było równiocześnie rozpoczęciem pracy nad sobą. Dziś nie robię sobie wymówek i, nawet pisząc proste wydawałoby się zdania, sprawdzam je kilka razy. Jest to trudne, ale do pokonania!

Złość na świat i ludzi

Wydaje mi się, iż jestem dobrym obserwatorem i mam analityczny umysł, a uzyskiwanie informacji i dociekanie prawdy oraz walka o nią zawsze były mi bliskie. Ostatnie wydarzenia zarówno w Polsce jak i na świecie, łatwość z jaką ludzie dali sobą manipulować – to powód numer dwa. Jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi, “Cena nieśmiertelności” powstała po to, aby pokazać, że każdym można manipulować, niezależnie od tego, na jakim poziomie intelektualnym w danej chwili człowiek się znajduje. Forma powieści przygodowej również została wybrana nieprzypadkowo. Baw i ucz! – to zasada, którą się kierowałem. Dlaczego? Bardzo proste! Gdybym napisał poradnik, a nie jestem przecież ani psychologiem społecznym, ani socjologiem, nadużyłbym zaufania przyszłego czytelnika. Fikcja literacka ma natomiast to do siebie, że można zostawić czytelnika z przemyśleniami, których analiza pozwoli mu na samodzielnie rozpoznać zagrożenia, o których, być może, nie wiedział lub nie do końca zdawał sobie sprawę. Recenzje mojej książki, z którymi miałem możliwość się zapoznać do tej pory, ku mojej olbrzymiej radości pokazują, iż droga, która obrałem, jest, z mojej perspektywy, słuszna. Pomijając osobiste wrażenia czytelników, treść okazała się ważniejsza, niż forma i nikt póki co nie zasugerował mi, iż nieudolność językowa przesłaniała mi temat zadania. Oczywiście pokłony dla pani redaktor, która musiała się zmierzyć z moimi literówkami, których nijak, czytając tekst, nie potrafiłem wychwycić oraz dla korektora, dla którego byłem bardzo wymagającym przypadkiem.

Głupie historyczne spory – to kolejna przyczyna. Każdy kraj ma swoją historię. Bardziej lub mniej krwawą. My Polacy, jako naród mamy tendencje do stawiania tego, co było, ponad to, co będzie. Wielokrotnie spotkałem się z ludźmi, którzy mając olbrzymią świadomość historyczna, nie potrafią podejść do drażliwych tematów analitycznie, a przede wszystkim neutralnie. Dlaczego jako naród spieramy się o Żołnierzy Wyklętych? Dlaczego i po co ludzie z jednej strony próbują zrobić z nich zbrodniarzy, gdy tymczasem drudzy stawiają ich postępowanie za wzór bohaterstwa? Olbrzymie krzywdy i dylemat ludzi, którzy żyli w zupełnie nieznanej nam rzeczywistości, stały się tematem i pożywką dla partii politycznych. Obrzydliwe! Lubimy oceniać wydarzenia z punktu widzenia dwudziestego pierwszego wieku i wydaje nam się, że możemy oceniać, czy ktoś postąpił karygodnie, czy bezmyślnie. Natomiast gdy to nam ktoś próbuje powiedzieć, że robimy coś źle, wtedy czujemy, że mamy prawo być obrażeni, bo przecież ktoś wchodzi w nasze życie, nie mając pojęcia o tym, co wiemy i jak myślimy. Empatia dla postaci historycznych jest tak samo ważna, jak dla wszystkich tych, z którymi spotykamy się współcześnie.

Polak potrafi

Wstawanie z kolan jest następnym powodem. Nie chodzi tu ani o mnie, ani o działania polskiego rządu. Polak potrafi – to o moich bohaterach. Żyjemy w czasie i miejscu zdominowanym przez kulturę zaproponowaną nam przez Anglosasów. Produkcje z Hollywood oraz książki popularyzowane po II Wojnie Światowej, być może nie celowo ale, ukształtowały światopogląd wielu milionów ludzi na całym świecie. W Polsce zadziałało to ze zdwojoną siłą po osiemdziesiątym dziewiątym roku. Dobrzy kowboje i źli Indianie, pozytywne agencje FBI i CIA i negatywne KGB. Jeżeli świata nie uratował Amerykanin bądź Brytyjczyk, ostatecznie zrobił to Francuz. Niemiec czy Rosjanin lub Chińczyk już rzadziej. O przyjaciołach z bliskiego wschodu nie wspomnę. Moi bohaterowie, choć niektórzy z przyczyn historycznych powiązani z innymi krajami, są nie mniej zdolni do ryzykowania życia dla ratowania świata przed złymi ludźmi , niż ci zagraniczni, znani ze światowych bestsellerów. Inna sprawa – czy taka historia uzyska kiedykolwiek popularność w innym kraju niż Polsk! Dopóki nie będzie ekranizacji, pewnie się nie przekonamy!

Szczerość ponad wszystko

Celem, który chciałem osiągnąć, było stworzenie historii, która będzie się podobała, ale i zmuszała do refleksji. Oczywiście chciałbym, aby powieść dotarła do jak największej liczby czytelników. Czy moja książka jest na tyle dobra, by przebić się w olbrzymiej liczbie publikowanych codziennie nowych pozycji? Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, iż najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby cały czas pozostawać sobą. Nagroda Nobla przyznana pani Oldze Tokarczuk sprawiła, iż pojawiła się u mnie taka oto refleksja, która uwpukliła istotę bycia osobą, chcącą robić różnicę.

Zestawiłem naszą świeżo upieczoną Noblistkę w jednym szeregu ze sprzedającym olbrzymie nakłady panem Remigiuszem Mrozem. Dlaczego? Otóż moim zdaniem ani ona, ani on nie próbują udawać kogoś innego. Pan Mróz jest jasno i zdecydowanie nakierowany na cel i oby jego wena trwała jak najdłużej! Nie przejmue się zupełnie krytyką i robi to, co uważa za słuszne. Nie udaje kogoś innego i dlatego robi różnicę. Pani Olga również, choć zupełnie inną drogą, doszła do olbrzymiego sukcesu. Czy gdyby wolała podążać za trendami rynku i porównywała sprzedaż swoich książek, które miały dość wysublimowaną grupę czytelników, z innymi, osiągnęłaby cel? Zapewne nie. Dlatego uważam, że aby robić różnicę, zawsze trzeba być sobą! Udawanie kogoś innego pozostawi po nas tylko ułudę, z której nikt nigdy nie będzie ani dumny, ani zadowolony. Zatem nie byłbym sobą, gdybym na koniec nie zostawił was z fragmentem jednej recenzji “Ceny nieśmiertelnośći”.

Darek W. Tokarski

Źródło portal Lubimyczytac.pl :
(..)Cena nieśmiertelności – Bursztynowa zagadka jest powieścią wielowątkową, ciekawą koncepcyjnie, niezwykle dopracowaną i popartą drobiazgowym researchem, ale również trzymającą w napięciu powieścią o nadzwyczaj wysokim faktorze rozrywkowym. Fani klasyki gatunku  powieść sensacyjna/szpiegowska), literatury Dana Browna i jego epigonów będą zachwyceni. Zresztą nie tylko oni. Tak dojrzałego i świeżego debiutu w polskiej przestrzeni wydawniczej nie było od dawna. Polecam!

Na marginesie. “Cena nieśmiertelności” to niemalże gotowy scenariusz na hit filmowy – a jeszcze lepiej – serialowy! Czekam na adaptację!(…)

  • : Darek W.Tokarski

Jeden komentarz

Dodaj komentarz