Forum

Zaproszono mnie do wzięcia udziału w Pierwszym Forum Pasjonatów Dziennikarstwa w Londynie.

Ucieszyłam się, ale i trochę przestraszyłam, bo jakkolwiek “param się piórem” od długiego już czasu, to jednak za dziennikarza się nie uważam. Pisanie felietonów to jednak co innego. Rządzi się swoimi prawami… i przywilejami. Nie muszę koniecznie być ”na czasie” i natychmiast zdawać relacji z dopiero co minionych wydarzeń. To nie one (choć bywa, że tak jest!) wprawiają moje pióro w ruch.

To czasem wielodniowe przemyśliwanie nad tym czy owym, przeżywanie czegoś, wreszcie układanie myśli w krótką opowieść. Felieton to według Encyklopedii „publicystyczny utwór literacko-dziennikarski o tematyce społecznej, obyczajowej lub kulturalnej.” Mnie w serce zapada tu słowo „literacki”.

I tego się trzymam. Zapytano, dlaczego podejmuję jakiś temat, jak i gdzie szukam do pisania inspiracji i czemu piszę akurat do Tygodnia Polskiego?

Przywilej

Długo by mówić! Zaczęłam od tego, że tak osobisty kontakt z tą, kiedyś gazeta codzienną, a teraz tygodnikiem, to – co tu kryć – dla mnie po prostu przywilej.

I nasunęło się przysłowie ”nie było nas był las… nie będzie nas… będzie las”. Tak!- nas już nie będzie, ale równiutko ustawione w archiwach, granatowe tomy roczników Dziennika Żołnierza, Dziennika Polskiego czy Tygodnia Polskiego zostaną! W nich zaś zapis naszych czasów. A te czasy… przeglądają się w tej naszej gazecie jak w lustrze. I my też się w niej przeglądamy. To Kronika kilku już pokoleń, udokumentowana skrupulatnie, piękna narodowa opowieść. O nas, żyjących poza Polską – Polakach. Jak tu nie czuć dumy, że się w tym „JEST”!? Drugą sprawą, dla mnie ważną, jest stały i właśnie taki kontakt z własnym językiem! To łączy. Odwiecznie i wszędzie. Nasz język dawno przekroczył wszelkie granice (nawet wtedy, kiedy my sami siedzieliśmy oddaleni od świata tą „żelazną”). Żyje, gdziekolwiek my żyjemy. Język to wspólnota, to rodzina, to kołysanka matki, to nasz narodowy charakter, to nasze i tylko nasze powiedzonka, często tylko dla nas do pojęcia (i uśmiania się!) – polskie dowcipy. Język to korzeń, głęboko zapuszczony w ziemię. Naszą własną. I choć geograficznie nie ma nas TAM, to dzięki językowi, JESTEŚMY! Wszędzie!

Dla mnie, możliwość swobodnego posługiwania się tutaj, na obczyźnie, moim językiem, a nawet doskonalenia go (wszak pisanie wymaga i inwencji, i dyscypliny, i staranności w doborze słów, wymaga wiecznego polerowania, wygładzania, przyglądania się wyrazom)… to dar od losu . A to, że ma się (w nagrodę!) swoich czytelników, napawa i radością, i pokorą.

Padło pytanie, skąd biorę tematy do swoich felietonów? Z obserwacji, z kontaktów, z rozmów, z przeżyć (dobrych, złych, nijakich), ze słuchania opowieści, ze wspomnień własnych i cudzych, z pragnienia, aby to, czego słucham, nie przepadło. Staram się więc „to coś„ zatrzymać. Tak, felieton daje mi swobodę wyboru, choć wcale nie jest rzeczą łatwą (w czym poparła mnie doświadczona i w takiej formie dziennikarstwa – Małgorzata Karolina Piekarska).

Primum Non Nocere!

Podczas Forum mówiło się o odpowiedzialności . Odpowiedzialności za słowo. Tak, to ważne! Jak łatwo wierzymy w to, co czytamy, co oglądamy, czego słuchamy. I jak łatwo przekręcać, fałszować prawdę, czasem jednym słowem zmieniać czegoś sens, szkodzić. Najlepszy przykład, to haniebne określenie ”polskie obozy zagłady”! Od jak dawna już z tym walczymy ! I jak bardzo nas to boli. Czy (na początku) była to tylko czyjaś niedbałość, ignorancja, brak rzetelnej wiedzy, nie sprawdzanie faktów? Czy jednak celowe, zamierzone, wyrachowane i podstępne działanie? Jednym z grzechów głównych dziennikarstwa, którego z całych sił należy się wystrzegać, jest kreowanie rzeczywistości. Bo ta, raz wykreowana, stugębną plotką powtórzona, utrwala się, przykleja, zostaje. Czasem na zawsze.

Jako dziecko wychowałam się w środowisku lekarskim. I jak bumerang, wcale zresztą nie przy medycznych tylko okazjach, wraca do mnie zawołanie Hipokratesa: „Primum Non Nocere!” Przede wszystkim nie szkodzić! W pracy dziennikarskiej też wydaje się bezcenną wskazówką!

Ludzie to kupią!

Dziennikarze zebrani na Forum opowiadali nam rzeczy przerażające. O manipulacji wiadomościami, o przekręcaniu faktów, o podawaniu ich za prawdy objawione, po to tylko, aby gazeta, tygodnik, miesięcznik, mogły się sprzedawać w wielotysięcznych nakładach. Bo to napędza „interes”. A potem beztroskie dementowanie wypisywanych bzdur. Małym drukiem. Co się sprzedało, to się sprzedało! Kasa jest! Ludzie te brednie kupili. A że to nieprawda!? Że to nieetyczne, wręcz niemoralne?! Trudno. Niech się ci obrzuceni błotem, wyszydzeni, wyśmiani, pozbawieni honoru nawet, niech się oni już martwią! Przecież się ich (małym drukiem), przeprosiło. Karawana idzie dalej.

Zastanawiano się, jak i gdzie znaleźć informację niezależną. I jakie to trudne. Zalani jesteśmy sensacjami, które produkują dla nas sensaci, a nie rzetelni dziennikarze. Padło zdanie, że „nie ma dziennikarzy bezstronnych”. Wszyscy są bowiem osobowościami, mają swoje poglądy, dla jednych słuszne, dla innych nie do przyjęcia. Źle jednak, jeśli te poglądy deformują obiektywny przekaz. Dziennikarz, według uczestników Forum, powinien reprezentować ”jakiś poziom”. I jakże często okazuje się, że poprzeczka na ten „poziom” zawieszona jest bardzo nisko. Mówiono, że przede wszystkim należy informację podawać taką, jaką ona jest. Nie przetwarzać jej! Pozwolić czytelnikom, słuchaczom, widzom… myśleć!

Dobrze wiemy, że tak się nie dzieje. Jakże często karmieni jesteśmy łatwostrawną papką. Podlaną, pikantną sensacyjką. A ludzie dzisiaj, według oceny jednej z biorących w dyskusjach dziennikarek, nie mają też uczuć! Panuje powszechna znieczulica. No i zalani jesteśmy ilością podawanych nam informacji. Wszystkiego mamy… za dużo!

W poszukiwaniu sensacji

Wymieniono parę grzechów głównych dziennikarzy. Jak choćby ten, że wiedzą dokładnie czego nie chcą, ale nie do końca wiedzą czego chcą. Nie poruszają tematów dotyczących ludzi. Nie zgłębiają ich w sposób wrażliwy.

Szukając sensacji, gubią człowieka.

Mówiono o rzetelności i o tym, że jakże często poziom zadawanych komuś pytań jest po prostu żenujący. A jakie pytanie… taka odpowiedź! Dziennikarze w 80 % zajmują się dzisiaj sprawami trywialnymi. Niestety takie właśnie interesują przeciętnego czytelnika. Zachwiana jest też równowaga pomiędzy informacjami pozytywnymi, a negatywnymi. Te drugie sprzedają się przecież znacznie lepiej! A najlepiej, gdy „trup ściele się gęsto!” Ktoś powiedział, że nie chce być twarzą dziennikarską” i że wcale go to nie bawi. Kieruje się przede wszystkim zawodową etyką. Brawo! Ale jakże często młody i pragnący sukcesu medialnego dziennikarz o tej etyce woli zapomnieć. Pochłanie go bieganie za wydarzeniami, właśnie po to, aby ktoś z lubością wielokrotnie „klikał„ na zebrane przez niego sensacje. I staje się tą „widoczną twarzą!”. I to JEST dla niego ważne.

Czy ktoś tu jeszcze myśli?

Przeraziło mnie czyjeś stwierdzenie, że dzisiaj ludzie nie mają czasu, aby informację interpretować, aby samodzielnie myśleć. Wnioski z informacji JUŻ są nam podane. To nie my je wyciągamy! Zabrzmiało mi to, jak szkolna zmora każdego ucznia, czyli pytanie pani od polskiego „co poeta chciał przez to powiedzieć?”. Poeta „mówił” bowiem to, co wymyśliła nam nasza pani Wszechwiedząca.

Zastanawiałam się, słuchając tego wszystkiego, czy dziennikarstwo jest jednak zobowiązane do roli edukacyjnej? Uważam, że tak. Nawet więcej – myślę, że to wręcz jego obowiązek! Starania o piękno języka, o logikę myślenia, o dyscyplinę w tym myśleniu, o rzetelność, o jakiś wreszcie wewnętrzny spokój, o zwolnienie tempa, o niespieszne turlanie się po drodze (dające możliwość chłonięcia widoków… a nie obłędne gnanie po autostradzie) Tak, tak właśnie powinno być! Ale nie jest. Nas dzisiejszych, dwudziestopierwszowiecznych, zmusza się do nieprawdopodobnego tempa. Do natychmiastowych reakcji na e-maile, do błyskawicznego odpowiadania na SMS-y, do wiecznego trzymania telefonu komórkowego w ręce! Ale my już chyba tego nie chcemy. Chcemy zwolnić, chcemy myśleć, chcemy móc mieć na to czas. Czy czytelnicy zgadzają się tu ze mną?

Pomimo wszystko… rozwińcie skrzydła!

Pierwsze Forum Pasjonatów Dziennikarstwa zorganizowała dla nas Dorota Żychlińska -Tymieniecka. I zrobiła to świetnie!

Udział w panelach dyskusyjnych brali: Zofia Czernicka, Maria Pyż, Sebastian Wopiński i Wiesław Fałkowski, Małgorzata Karolina Piekarska, Piotr Apolinarski, Arkadiusz Tylza i Ewa Kwaśniewska (reprezentowałam Tydzien Polski).

Podczas spotkania, wystąpił też ze swoim wykładem językowym tłumacz i nauczyciel angielskiego w Londynie – Dariusz Szyndelarz. I od niego sporo się nauczyliśmy. O sobie i o tym, jak nas postrzegają poprzez język – Anglicy… (oj ! – kiepsko czasem wypadamy! I niegrzecznie!)

Patrząc na zebranych dziennikarzy, głównie młodych, którzy wykształceni w Polsce, tutaj nie zawsze (a właściwie bardzo rzadko) mogą rozwinąć skrzydła w wyuczonym zawodzie, było mi ich „po matczynemu” żal. Jak im pomóc? Nie ma na to pytanie łatwej odpowiedzi. Ktoś doświadczony i dojrzały (Wiesław Fałkowski) bardzo rozsądnie (choć metodą kubła zimnej wody) stwierdził, że jak się z tego nie daje żyć… to trzeba się zabrać za inną robotę! I dał swój przykład. Święta prawda! Jednak mało dla tych młodych pocieszająca.

Panią Dorotę proszę o kolejne Forum. Spędziłam bardzo interesującą niedzielę! Polecam się na przyszłość.

~EK

    Dodaj komentarz