Wczoraj, pierwszego grudnia 2019 roku odbyło się Pierwsze Forum Pasjonatów Dziennikarstwa. Spotkanie zdobyło duże zainteresowanie społeczności dziennikarskiej. Przybyło wiele postaci kształtujących obecną jakość informacji na Wyspach Brytyjskich.

Wrażenia dotyczące spotkania są bardzo pozytywne. Zorganizowanie takiej imprezy jest niezwykle trudnym wyzwaniem. Brytyjska Polonia pasywnie nastawiona jest na angażowanie w wolontariat; tymczasem bilety na imprezę były całkowicie bezpłatne. Dorota Zychlińska-Tymieniecka podjęła się pracy wręcz herkulesowej. Dzięki swojej przebojowości, ale także niezwykłemu uporowi, zdobyła zaufanie sponsorów, którzy hojną ręką obdarowywali uczestników. Droga do wynajętej sali konferencyjnej była doskonale oznakowana, a sama sala przygotowana perfekcyjnie. Systemu nagłośnienia z teleportami i systemem mikrofonów bezprzewodowych dostępnych dla publiczności, sprzętu audio-wideo do prezentacji multimedialnych i zapleczem gastronomicznym nie powstydziłby się nawet organizator szczytu G8. Do dyspozycji gości była kawa i herbata, ciastka i przekąski, a także kosze świeżych pączków dostarczonych przez jedną ze wspierających pasjonatów piekarni. Także przerwę na lunch zorganizowano perfekcyjnie. Gościom przygotowano stosy jedzenia, chipsów i przekąsek. Pod tym względem organizator spisał się na zasłużony medal. Tak wysoki poziom podczas bezpłatnej imprezy jest zdecydowanym ewenementem na skale nie tylko polonijną, jak zapewne także Polski.

Głównym tematem spotkania była kwestia etyki dziennikarskiej i to właśnie moralności przemycanej wraz z doniesieniami prasowymi poświęcono niemal całość konferencji. Wszystkim uczestnikom ta kwestia leżała wyraźnie na sercu. Każdy z prelegentów w mniejszym lub większym stopniu nawiązywał do zagadnień etycznych. Obraz świata tabloidów, produkujących plotki i z tego żyjących narysowała swoimi opowieściami z życia wziętymi pani Zofia Czernicka, związana z Telewizją Polską prezenterka i konferansjerka. Podobne świadectwo wystawiła prasie brukowej Małgorzata Piekarska, która oprócz ponad dwudziestoletniej pracy dla państwowej telewizji, również w życiu osobistym napotkała na niezliczone przypadki nieuczciwości dziennikarskiej. Każdy z prelegentów przedstawiał obraz polskiego dziennikarstwa w negatywnym świetle. Padały oskarżenia, że zaledwie 10% dostawców treści jest prawdziwym dziennikarstwem, dla którego uczciwość i obiektywność informacji stanowi większą wartość od taniej sensacji. Kładziono nacisk na obowiązek sprawdzania źródeł zarówno przez dziennikarza, jak i przez samego odbiorcę, który powinien móc krytycznie odróżnić informacje fałszywe od prawdziwych. O przygotowaniu do pracy dziennikarza opowiadał korespondent i fotograf wojenny Piotr Apolinarski, podkreślając jak ważne jest zdobycie informacji o polityce, kulturze i samym konflikcie przez wyruszającego na linię frontu reportera. Światło dzienne ujrzały też kryteria oceny materiału, którymi posługują się redakcje danego kraju. Piotr zwrócił uwagę, że stacje brytyjskie starają się unikać pokazywania brutalności i krwi, podczas gdy w Polsce takie materiały nie stanowią problemu.

Ciekawy postulat wysunęła dziennikarka i felietonistka Tygodnika Polskiego pani Ewa Kwaśniewska, która zasugerowała, że dziennikarstwo jako takie jest niedefiniowalne. Niezwykle trudno jest określić kto dziennikarzem jest, a kto nim nie jest, gdyż nie istnieją żadne obiektywne kryteria do owej kategorii szeregujące. Wysunęła wręcz twierdzenie, że dziennikarz nie tyle jest zawodem, co wewnętrzną pasją do informowania innych o postrzeganym świecie. Jej ujęcie zawodu w formie praktyki dziennikarskiej, czyli zestawu czynności i sposobu przedstawiania treści, wyjątkowo celnie trafia w istotę dziennikarstwa, którą jest przede wszystkim postawa człowieka i zakres czynności przez niego wykonywanych.

Inną bardzo ważną kwestią był poruszony także przez panią Ewę Kwaśniewską relatywizm poznawczy. Jako przekład takiej względności odbioru rzeczywistości podała swój odbiór stanu wojennego w Polsce, którego wprowadzenia była bezpośrednim świadkiem. Podczas gdy w telewizji pokazywano na ulicach Gdańska czołgi i żołnierzy, w tym samym czasie i w tym samym miejscu ze swojego okna pani Ewa obserwowała szczęśliwe dzieci i równie zadowolonych dorosłych zjeżdżających na sankach i nartach z ośnieżonej górki. Obie przedstawiane relacje, dziennikarska w telewizji i naoczna w oknie, były równie prawdziwe i przedstawiały tę samą rzeczywistość. Temat relatywizmu poznawczego nie został jednak podjęty przez pozostałych uczestników panelu dyskusyjnego, którzy koncentrowali się na wierności i prawdziwości przekazywanej informacji i przerzucaniu obowiązków weryfikacyjnych na odbiorcę, ignorując nieco samą ich względność. W wypowiedziach dziennikarzy wyczuć można było też pewną beznadziejność sytuacji. Żaden z prelegentów nie potrafił podać konkretnej recepty na poprawienie sytuacji w mediach. Ba! Padały wręcz twierdzenia, że utworzenie takowej nie jest możliwe.

Tymczasem w kuluarach między uczestnikami i gośćmi toczyła się dyskusja o relatywizmie treści informacji. Padały wręcz stwierdzenia, że to właśnie dziennikarz maluje świat w wyobraźni odbiorcy. Jest więc niezwykle ważne, w jaki sposób ten świat jest przedstawiany. Reporter czy felietonista maluje słowem i obrazem dostrzeganą przez siebie rzeczywistość. Może ona być pełna beznadziei, okropieństw i brutalności, ale także inicjować nadzieję, piękno i harmonię. W pewnym sensie zwróciła na to uwagę redaktor naczelna Radia Lwów Maria Pyż. Ta niezwykle inteligentna i jednocześnie wyjątkowo utalentowana dziennikarka uważać bowiem musi nie tylko na stronę polityczną swoich wypowiedzi w mediach, które śledzone są bez przerwy przez służby bezpieczeństwa Ukrainy, ale także na ekonomiczny aspekt prowadzonej działalności społecznej, która opiera się na wolontariacie swoich członków. Podała ona na przykładach ze swojej pracy jak ważne jest zachowanie zdrowego dystansu emocjonalnego do swojej pracy i obracania w żart potknięć i nietaktu, które są nieuniknione.

Pomimo bardzo żywiołowej i interesującej dyskusji, która rozwinęła się podczas spotkania, trudno oprzeć się wrażeniu, że uczestnikom nie udało się wypracować jednolitego sposobu na podniesienie poziomu dziennikarstwa polskiego. Wskazane zostały problemy, które są już wszak znane w dziennikarstwie od stuleci, lecz pomimo powtarzania i powracającego wskazywania ponownie nie wypracowano metody walki z uchybieniami. Nadal dominuje przekonanie, że informacja sama w sobie może być interesująca lub nie być interesująca. Pomijany jest nadal wpływ samego dziennikarza, który słowem pisanym, dźwiękiem lub obrazem maluje w umyśle odbiorcy oglądane przez siebie wydarzenie. Tymczasem historia pokazuje odosobnione przypadki, w których trywialne sytuacje przedstawiane są w sposób niezwykle ujmujący i ciekawy, w której banalne rzeczy i sytuacje autor potrafi przedstawić w sposób wyciskający z oka łzę. Relatywizm poznawczy nie tylko wydaje się być prawem uniwersalnym, co sugeruje, że wszystkie nasze spostrzeżenia są li tylko i wyłącznie obrazem nas samych. Pisany tekst jest naszym lustrem. Przekazuje emocje swojego twórcy i jego rozumienie świata. Informacja może koncentrować się zarówno na brzydocie, jak i pięknie, skutecznie eksponując i uwydatniając wskazywane przez autora cechy. Pani Maria Pyż podsumowała wręcz, że informacja składa się z trzech treści: prawdziwej – daty i godziny, wiarygodnej – aktualnej pogody, manipulacji i fałszu – całej reszty. Skoro obiektywizm jest jedynie mrzonką, warto więc przedstawiać informację w sposób etyczny, zgodnie z przypomnianą przez panią Ewę Kwaśniewską hipokratesową zasadą, aby przede wszystkim nie szkodziła (łac. primum non nocere). Takie tendencje dominują już w świecie Zachodu, który omija treści wywołujące szereg niezdrowych emocji i bulwersujące opinię publiczną.

Narzędziem dziennikarza są słowa i obraz. Marzeniem Piotra Apolinarskiego jest zrobienie fotografii przedstawiającej w jednym ujęciu całą problematykę i wielowarstwowość orientalnego świata. Tymczasem świat prezentowany obiektywem odzwierciedlać będzie jedynie percepcję fotografa uzupełnianą wyobraźnią odbiorcy. Dziennikarz jest wobec tego jednym z największych artystów, bo świadomie maluje obraz świata w nieświadomym umyśle słuchacza, widza lub czytelnika. Niezwykle ważne jest więc narzędzie, z którego korzysta, pędzel którym ów obraz nakreśla. Nóż służyć może zarówno do krojenia chleba, jak i podcięcia gardła bliźniemu. Ważny jest zatem sposób wykorzystania tego noża i jego ostrość, która bezpośrednio wpływa na skuteczność zastosowania. Niektórzy uczestnicy zwracali uwagę na niedoskonałości swojego warsztatu dziennikarskiego i brak czasu w redakcjach na przygotowanie materiałów na odpowiednim poziomie. Presja czasu jest jednym z faktorów upadku dziennikarskiej moralności. Niedoskonałość warsztatu ową degradację potęguje. Czym bardziej doświadczony dziennikarz, tym łatwiej fechtuje słowem, kształtując wyobraźnię odbiorcy w sposób przez siebie zamierzony. Wydaje się więc jedyną alternatywą kultywowanie w sobie spokoju i nieuleganie presji czasu, jak również doskonalenie narzędzia, którym jest słowo i gest, obraz i dźwięk.

Strona Pasjonatów Dziennikarstwa wychodzi zatem ku takiej potrzebie. Zamieszczane treści zostaną przeanalizowane przez administratorów pod względem stylistyki, gramatyki, redakcji i wywoływanych emocji. Zadaniem tych działań jest ostrzenie narzędzia adeptów, jak również zwracanie uwagi na wartość etyczną prezentowanego materiału. Niech porywający i piękny opis tłukącego się dzbanka autorstwa Hansa Chrystiana Andersena zwróci Waszą uwagę na sposób prezentowania informacji, który jest ważniejszy od samej informacji.

Był sobie pewnego razu imbryk do herbaty, dumny z porcelany, z której był zrobiony, dumny ze swej wysmukłej szyi i z dużego ucha. Miał on szyję z przodu, ucho z tyłu i o tym wciąż mówił; nie mówił zaś nigdy o swej pokrywce, która była stłuczona i sklejona, co było wielkim brakiem, a niechętnie mówi się o swych brakach, inni to przecież robią za nas. Filiżanki, garnuszek do śmietanki i cukiernica, cały serwis do herbaty – całe to towarzystwo zwracało uwagę na pęknięcie pokrywki i rozmawiali o tym więcej niż o pięknym uchu i niezwykłej szyi; imbryk do herbaty wiedział o tym dobrze.
– Znam ich! – mówił sam do siebie. – Znam także dobrze moje wady i uznaję je, na tym właśnie polega moja pokora i skromność; wszyscy mamy wady, ale posiadamy także i zalety.
Filiżanki mają uszka, cukiernica ma pokrywkę, a ja mam jedno i drugie, i jeszcze w dodatku coś z przodu, czego oni nie posiadają – szyję, która sprawia, że jestem królem stołu. Cukiernicy i garnuszkowi do śmietanki przypadło w udziale być służebnymi dobrego smaku, ale ja jestem tym szczodrym władcą, rozdaję błogosławieństwo łaknącej ludzkości; w moich wnętrznościach chińskie listeczki rozpuszczają się w gotowanej, pozbawionej smaku wodzie.
Wszystko to mówił imbryk, kiedy był beztroski i młody. Stał na nakrytym stole, podnosiła go w górę delikatna rączka; ale delikatna rączka okazała się niezręczna, imbryk upadł na ziemię, szyjka się stłukła, stłukło się ucho, o pokrywce nie ma co gadać, dość się już o niej mówiło. Imbryk leżał zemdlony na podłodze, wrzątek wyciekał z niego. Spotkał go ciężki cios, ale najsmutniejsze było to, że śmieli się z niego, a nie z niezręcznej dłoni, która go upuściła na ziemię.

– Nigdy nie będę się mógł pozbyć tego wspomnienia! – mówił imbryk później, opowiadając dzieje swego życia. – Nazwali mnie inwalidą, postawili w kącie, a na drugi dzień podarowali kobiecie, która żebrała o łyżkę skromnej strawy; zszedłem do rzędu nędzarzy, stałem bez użytku w kącie; ale kiedy tak stałem, zaczęło się dla mnie lepsze życie; jest się czymś jednym, a nagle staje się zupełnie czymś innym. Napełniono mnie ziemią; dla imbryka znaczy to samo co pogrzeb, lecz do ziemi włożono cebulkę kwiatu, kto ją tam włożył, kto mi ją podarował – nie wiem; ale był to dla mnie dar, wynagrodzenie za chińskie listeczki i wrzątek, za stłuczone ucho i szyję. Cebulka leżała w ziemi, leżała we mnie, stała się moim sercem, moim żywym sercem, a przecież nigdy przedtem nie miałem takiego serca. Wstąpiło we mnie życie i siły; puls bił, cebulka wypuściła pędy; można było pęknąć od rozsadzających uczuć i myśli; wyrósł z niej kwiat, patrzałem na niego, dźwigałem go; patrząc na jego piękno, sam zapomniałem o sobie; to prawdziwe błogosławieństwo zapomnieć przez innych o sobie. Kwiat nie dziękował mi za to, nie myślał o mnie; podziwiali go i chwalili. Byłem taki szczęśliwy, że jemu jest dobrze. Pewnego dnia usłyszałem, jak mówiono, że kwiat zasługuje na lepszą doniczkę. Rozbito mnie na dwoje; bolało to okropnie, ale kwiat dostał lepszą doniczkę, a mnie wyrzucono na podwórze, gdzie leżę jako stara skorupa – zostało mi jednak wspomnienie, którego nikt mi nie może wydrzeć.”

Jeden komentarz

Dodaj komentarz